Robert M. Rynkowski | teolog i redaktor

maj/12

16

Książka

Każdy jest teologiem. Nieakedemicki wstęp do teologii„Każdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii” – to książka mojego autorstwa, która pod koniec maja ukaże się nakładem Wydawnictwa WAM. Jest to więc książka dla każdego, bo jak stwierdził Benedykt XVI, ”każdy, kto kocha Boga, jest przynaglony, by stać się w pewnym sensie teologiem”. Do tych słów nawiązuje nie tylko okładka książki, ale i jej treść. 

To książka dla tych, którzy teologią zajmują się od lat – by zachęcić ich do postawienia sobie na nowo pytania: jak uprawiać teologię? Jest też dla tych, którzy zaczynają przygodę z teologią – by chcieli i potrafili uprawiać teologię, nie dla zdobywania kolejnych stopni kariery naukowej. Książka ta jest też dla tych, którzy zastanawiają się nad swoją wiarą, żyją modlitwą – by uwierzyli w to, że również oni są teologami.

Objętość książki nie jest duża (niecałe 200 stron), a cena niewygórowana. Autor będzie zaś wdzięczny nie tylko Wydawnictwu WAM za wydanie książki, ale i czytlenikom za wszelkie uwagi,bardziej lub mniej przychylne.

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
 

· · · ·

kwi/12

3

Życzenia wielkanocne

[...] zacznij od pustego grobu
od słońca
ewangelie czyta się jak hebrajskie litery
od końca

ks. Jan Twardowski, Od końca

Abyśmy w codzienności życia umieli zaczynać od końca
a także dobrego, radosnego świętowania Wielkiejnocy
oraz doświadczenia Życia
życzy

Robert Rynkowski

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
 

Brak tagów

mar/12

18

Niebo

Współcześni teologowie (np. Hans Urs von Balthasar „Eschatologia w naszych czasach”) wskazują, że nasze życie toczy się w czasie eschatologicznym, niejako w wieczności, bo dla chrześcijan został on już zapoczątkowany przez narodzenie, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, chociaż wciąż oczekujemy jego dopełnienia w paruzji Chrystusa na końcu czasów. Niebo, podobnie jak czyściec i piekło, zaczyna się więc na ziemi. Podziwianie pięknego krajobrazu, doświadczenie miłości, przyjemne chwile, gdy czujemy, że jest nam dobrze, mogą to przekonanie utwierdzać. Jakkolwiek dziwnie jednak to zabrzmi, nieba najbardziej doświadczamy w kościele. W tym właśnie kościele, w którym organista i sąsiadki z ławki fałszują, czytania mszalne odczytywane są tak, jakby wcześniej się przeczytało na głos sto stron Dziennika Ustaw, komórki dzwonią, jest nudne kazanie i niekończące się ogłoszenia. Mimo to w encyklice „Ecclesia de Eucharistia” znajdujemy takie słowa: „Kto się karmi Chrystusem w Eucharystii, nie potrzebuje wyczekiwać zaświatów, żeby otrzymać życie wieczne: posiada je już na ziemi, jako przedsmak przyszłej pełni, która obejmie człowieka do końca” (nr 18). Czy nie jest to jednak tylko pobożne pustosłowie mające uwznioślić nasze wyobrażenia o Mszy? (więcej…)

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
 

· · · ·

mar/12

4

Czyściec

„Msza Święta sprawowana jest w intencji zmarłego Jana Kowalskiego w dziesiątą rocznicę śmierci” – tego rodzaju słowa często słyszymy na początku liturgii. Należałoby więc sądzić, że czyściec – bo do niego odwołuje się modlitwa za zmarłych – jest jedną z najlepiej poznanych i najsilniej oddziałujących na praktykę prawd wiary.

 Dziwić może zatem opinia Zbigniewa Mikołejki, że wiara w czyściec „ani nie pobudza […] do dyskusji, ani nie nasyca nowymi treściami religijnych wierzeń i praktyk katolickiego ogółu. Nikt już nie atakuje jej tak gwałtownie, jak średniowieczni heretycy i reformatorzy XVI stulecia, nikt też jej specjalnie nie broni” ( Zdzisław Kijas, „Niebo, Czyściec, Piekło„). Nie jest to jednak opinia odosobniona, bo podobnego zdania jest, na przykład, Joseph Ratzinger („Raport o stanie wiary„). Czy więc ciągle jeszcze dajemy na mszę, by publicznie dowieść naszej pamięci o bliskich albo żeby mieć okazję do ich wspominania? Nie można wykluczyć, że oba motywy wchodzą tutaj w grę. Ale nie bez znaczenia mogą być też wpajane nam przez długie wieki wyobrażenia o czyśćcu jako „niedoskonałej” repliki piekła, tyle że niewiecznego, z którego można zmarłego wyrwać bądź „wykupić” dzięki modlitwie. (więcej…)

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
 

· · ·

lut/12

26

Piekło

Miejsce publikacji: Deon.

Kazimierz Bem poproszony o artykuł na temat koncepcji piekła w kalwinizmie, zwrócił się o pomoc do znajomych pastorów. Niektóre odpowiedzi były humorystyczne: to wieczna msza zielonoświątkowców (kalwińskie nabożeństwa słyną z surowości liturgii, zielonoświątkowe – przeciwnie), to zebranie kościelne, na którym wszyscy będą zgadzać się ze sobą (na ziemi jest to ponoć nie do pomyślenia u ewangelików reformowanych).  Idąc tym tropem, można wyobrazić sobie odpowiedzi polskich katolików. Dla tradycjonalisty piekło to wieczne msze oazowe albo wieczne msze księży z grzechotkami; dla oazowicza to niekończące się msze trydenckie, dla czytelnika „Tygodnika Powszechnego” to słuchanie „Rozmów niedokończonych”, a dla słuchacza „Radia Maryja” to czytanie tekstów ks. Adama Bonieckiego. (więcej…)

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
 

· · ·

lut/12

25

Nie znajdę się w zaświatach niespodziewanie

Myślisz, że pewnego dnia niespodziewanie znajdziesz się w zaświatach: piekle, czyśćcu albo niebie? Wypadek, zawał, udar i już śpiewasz w anielskim chórze albo porywają cię rogate diabły. Co by jednak miało znaczyć owo niespodziewanie? To znaczy, że się tej swej śmierci nie spodziewasz, czyli nie wiesz, że umrzesz, powiedzmy, dzień wcześniej, i nie spodziewasz się, że trafisz akurat do tego „miejsca” w zaświatach, do którego trafiasz. Ale jedno i drugie jest niemożliwe, jednego i drugiego się spodziewasz. Absurd? Niekoniecznie.

Jeśli nie jesteś nieśmiertelny, a zakładam, że nie jesteś, to dłużej niż 200 lat raczej nie będziesz żył. Zatem w 199 roku i 364 dniu swego życia będziesz już wiedział, że nazajutrz trafisz w zaświaty. Śmierć w tym 365 dniu dwusetnego roku życia nie będzie śmiercią niespodziewaną. Śmierć w dniu 364 też nie będzie niespodziewana, bo skoro wiesz już, że nie możesz umrzeć niespodziewanie w dniu ostatnim, to wiesz w dniu poprzedzającym 364, że nazajutrz umrzesz. Tak samo jest z dniami kolejnymi aż do dzisiejszego. Jutro nie możesz umrzeć niespodziewanie, bo dzisiaj wiesz, że musi to nastąpić jutro. Zatem naprawdę niespodziewanie możesz umrzeć tylko dzisiaj, przy założeniu, że wczoraj nie wiedziałeś o tym, że stanie się to dzisiaj. Jeśli jednak jutro będziesz żył, to znaczy, że niespodziewanie nie znajdziesz się w zaświatach.

Dlaczego jednak masz się wyrzekać tego, że niespodziewanie przypadnie ci jakieś „miejsce” na tamtym świecie? Skąd możesz wiedzieć, co cię czeka w zaświatach? Jutro nie umrzesz niespodziewanie i będziesz też się już spodziewał, gdzie po śmierci trafisz. Na pewno będziesz się tego spodziewał, a zakładam, że potrafisz wyciągać wnioski z biblijnych przesłanek, 365 dnia dwusetnego roku życia, a zatem niespodziewane mogłoby to być 364 dnia. Ale tu można powtórzyć całe rozumowanie dotyczące niespodziewanej śmierci. Zatem miejsce w zaświatach może być niespodzianką jedynie dzisiaj.

Jeśli zatem mówisz o niespodziewanej śmierci i niespodziewanej kwaterze w zaświatach, to znaleźć się w niej możesz tylko dzisiaj. A jeśli tam się dzisiaj nie znajdziesz, to jutro będziesz już się jej spodziewał. Skoro jednak jutro już się jej spodziewasz, to żyjesz przecież w świetle (lub mroku) tego, czego się spodziewasz, w rzeczywistości, jaka cię czeka, w czasie eschatycznym, żyjesz tym, czego się spodziewasz, bo pierwszy „dzień” nowego życia jest przedłużeniem ostatniego dnia starego, nie jest zupełnie od niego oddzielony. Nie może być inaczej, jeśli tego się spodziewasz, nie możesz nie żyć tym, co dowolnego dnia może się stać twoim udziałem. Może jednak tak naprawdę nie wiesz, czym jest to, czego się spodziewasz? Jeśli tak, to być może wcale nie kształtuje to twojego życia.

W trzy kolejne niedziele postaram się przybliżyć, czym są piekło, czyściec, niebo.

 PS. Tekst inspirowany tekstem: Jacek Filek, „Nie umrę niespodzianie” (http://exit.edu.pl/?article=1175).

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
 

· · · · ·

lut/12

20

Katolicka szkoła żeńska

Szkoły im. Cecylii Plater-Zyberkówny zapewniają naukę na najwyższym poziomie od oddziału przedszkolnego („zerówki”) do matury. O wszechstronny rozwój uczennic dba starannie dobrana kadra nauczycielska. Katolickość szkoły określa jej profil wychowawczy. Żeńskość, nieliczne klasy, a także tutoring, sprzyjają indywidualizacji nauczania i integracji grupy. Bogata oferta zajęć dodatkowych umożliwia rozwijanie zainteresowań każdej uczennicy.

To informacja ze strony internetowej Platerek, żeńskich szkół katolickich w centrum Warszawy. Prawdziwa!

Właśnie dobiega końca okres składania ankiet w procesie rekrutacji do klas zerowych i pierwszych szkoły podstawowej na rok szkolny 2012/2013.  Warto wykorzystać ten ostatni moment.

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
 

· · · ·

lut/12

9

Pismo Święte w wersji mp3

Coraz bardziej zajęci, zapracowani ludzie, rzadko mają czas aby sięgnąć po Pismo Święte. Często uważa się, że jest to lektura zbyt trudna, niezrozumiała dla przeciętnego człowieka, lepiej przeznaczyć czas na inne, „bardziej pożyteczne” rzeczy i zajęcia. Zawsze znajdzie się coś pilniejszego, a efekt jest taki, że coraz mniej znamy Pismo Święte, jest ono dla nas coraz dalsze i bardziej obce.

Na stronie Pismo Święte w wersji mp3 znajdziecie codzienny fragment z Pisma Świętego w formacie audio, co jakiś czas będą pojawiać się konferencje, wykłady i filmy na temat Pisma Świętego.

W serwisie „Poważne sprawy, poważne odpowiedzi” wciąż pracujemy nad tym, żeby obalić stereotyp, który mówi, że Pismo Święte jest trudne, nieprzystosowane dla współczesnego człowieka, że nie ma czasu na lekturę. Naszym czytelnikom, internautom i wszystkim zainteresowanym proponujemy:

Biblię Tysiąclecia – Stary i Nowy Testament w wersji audio , które można słuchać wszędzie, w każdych okolicznościach. Istnieje możliwość ściągnięcia plików w formacie mp3 oraz wysłuchania ich w serwisie. To doskonale rozwiązanie dla zapracowanych, dla kierowców, wszystkich przemieszczających się komunikacją miejską, i wszystkich, którzy mają potrzebę wsłuchania się w Słowo Boże.

W dziale Pismo Święte można znaleźć inne pomocne działy:

Pytania do Biblii – to cykl artykułów, w których znajdziecie odpowiedzi i wyjaśnienia najtrudniejszych i niezrozumiałych fragmentów Pisma Świętego.

Kurs „Jak czytać Pismo Święte” – dla wszystkich, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z lekturą Pisma Świętego, lub chcą pogłębić swoją wiedzę. To zapis internetowego kursu czytania Biblii, prowadzonego przez benedyktyna, o. Ludwika Mycielskiego OSB. Dowiecie się min. w jakiej kolejności najlepiej czytać Księgi Pisma, jak interpretować symbole i znaki biblijne i wiele, wiele więcej.

Wykłady i konferencje o Piśmie Świętym – to zebrane konferencje i wykłady w formie audio o czytaniu i interpretowaniu Słowa Bożego. Tutaj jest miejsce na wieczorne spotkania z Biblią, na czytanie i rozumienie Ewangelii, refleksje i katechezy biblijne. Tu wypowiadają się duszpasterze, bibliści – w najciekawszych konferencjach i homiliach wybranych specjalnie dla Was.

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
 

· · ·

sty/12

8

Trzej królowie ewangelizatorzy

Gdy koleżanka powiedziała mi, że córka naszych wspólnych znajomych gra w szkolnych jasełkach, zrobiłem wielkie oczy. Bo niby nic dziwnego w tym, że dzieci występują w jasełkach. Ale żeby dziecko świadomych ateistów, które nawet nie jest ochrzczone i którego rodzice nie oczekiwali, jak to się ponoć zdarza, że przystąpi ono do pierwszej komunii? Na dodatek był to występ w kościele, a przy tym nikt tej dziewczynki nie ciągnął do przedstawienia na sznurku. Czy więc nie jest to jakiś brak konsekwencji w postępowaniu rodziców ateistów, którzy pozwalają dziecku na udział w czymś, w czego prawdziwość nie wierzą? Oczywiście nie trzeba być wierzącym, żeby zagrać w sztuce czy filmie księdza, mimo to jakaś wątpliwość pozostaje.

Jednak zastanowiłem się nad tą historią nieco głębiej i dostrzegłem jej pewien wymiar teologiczny. Owa dziewczynka grała bowiem jednego z trzech królów (mędrców). Nie wiem, czy „reżyser” przedstawienia świadomie obsadził ją w takiej właśnie roli, ale trudno nie dostrzec tu pewnej symboliki. Wszak mędrcy, którzy przybyli do Betlejem, dla ówczesnych Żydów byli poganami (jak dzisiaj ich byśmy nazwali). W jakichś bogów pewnie wierzyli, ale nie w Boga jedynego. A dzisiaj jednego z trzech królów gra niechrześcijanka. I chociaż ani ona, ani jej rodzice nie przybyli świadomie do kościoła po to, by jak trzej mędrcy złożyć pokłon Jezusowi, można w tym widzieć pewien symbol współczesnych czasów. Dzisiaj w Polsce do stajenki mędrzec przybywa nie w wyniku poszukiwań, nie wiedziony światłem gwiazdy betlejemskiej, ale przypadkiem, nie szuka drogi do Betlejem, po prostu spodobała mu się podróż, stroje towarzyszy, oprawa wyprawy.

Z czym jednak wyjdzie z tych przypadkowych odwiedzin? Wielu komentatorów we frazie „inną drogą udali się do swojej ojczyzny” (Mt 2,12) dopatruje się stwierdzenia jakiejś zmiany duchowej w mędrcach. Czy taki przypadkowy mędrzec i jego towarzysze w osobach rodziców, dziadków i znajomych wrócą do domów „inną drogą”? Żeby była na to szansa, musza być spełnione przynajmniej dwa warunki. Po pierwsze, w jasełkach powinno się znaleźć miejsce dla niewierzących (o ile oczywiście chcą w nich uczestniczyć). A po drugie, dobrze by było, żeby organizatorzy przedstawienia byli świadomi tego, że na widowni, nawet gdy jest ona w kościele, mogą siedzieć ci, którzy żadnej gwiazdy betlejemskiej nie dostrzegają, którym istnienie Boga, jego narodziny nie narzucają się z oczywistością. Dlatego, wzorem przedstawień św. Franciszka, uważanego za tego, który zapoczątkował tradycję jasełek, powinny one zawierać nie tylko treści humorystyczne, zabawowe, ale i duchowe. A z tym niestety nie zawsze jest najlepiej. Nie od rzeczy byłoby również wręczenie widowni materiałów wyjaśniających symbolikę przedstawienia, a przede wszystkim istotę historii, o której ono opowiada.  

W ostatnich latach postaci trzech mędrców pojawiają się nie tylko w jasełkach, ale i w zyskujących coraz większą popularność orszakach trzech króli. Bardzo prawdopodobne, że w grupach podążających z tymi królami (którzy cokolwiek by mówić, są bardzo atrakcyjnymi postaciami, zwłaszcza gdy, tak jak w Warszawie, jadą na rydwanie, koniu, wielbłądzie, myślę nawet, że o wiele bardziej atrakcyjnymi niż Święta Rodzina) idą też tacy, którzy żadnej gwiazdy betlejemskiej nie dostrzegli. Dobrze więc, że w czasie orszaku wyrażamy nadzieję, że Azja pozna Chrystusa, ale myślę, że możemy coś zrobić, żeby Chrystusa poznała też Europa, której polscy mieszkańcy idą za swoim królem Kacprem, pytanie tylko, na ile świadomie. Może więc w rozdawanym podczas orszaku śpiewniku, zawierającym oprócz kolęd listy  kościelnych hierarchów i vipów, powinien znaleźć się też odpowiedni fragment Ewangelii, jej omówienie, proste teologiczne wyjaśnienie znaczenia prezentowanych w czasie orszaku wydarzeń. Warto pewnie podobne treści, nawet bardziej rozbudowane, umieścić na stronie Orszaku Trzech Króli (owszem, jest na niej idea programu edukacyjnego, ale skierowanego do dzieci, które mają uczestniczyć w Orszaku). A kto wie, czy w tę historię nie dałoby się wpleść legendy o czwartym królu (wszak w Ewangelii nie jest powiedziane, że mędrców było trzech), który najdłużej szukał Króla i odnalazł go dopiero na krzyżu, a swoje dary rozdał wcześniej potrzebującym.

Nie wiadomo, czy w swoich czasach mędrcy wieść o narodzeniu się Słowa Bożego ponieśli na Wschód. Jednak dzisiaj mają dużą szansę, by stać się ewangelizatorami. I to niekoniecznie Wschodu.

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
 

· · ·

sty/12

3

„Wiosna” Kościoła?

Paweł Kozacki OP w artykule opublikowanym w Deonie uznał rok 2011 za rok zmarnowanych szans. Jedną z takich niewykorzystanych szans jest program duszpasterski na rok 2011/2012 „Kościół naszym domem”. Dlaczego to szansa zmarnowana? Ojciec Kozacki stwierdza: „Rzeczywiście jest to niezły program, ale obawiam się, że pozostanie papierem pięknych idei, który zainspiruje tylko niewielu duszpasterzy, tylko nielicznych świeckich”. Jego zdaniem nie zainspiruje dlatego, że trudno znaleźć go w księgarni czy internecie. Nie do końca zgadzam się z o. Kozackim, że to stracona szansa. Moim zdaniem taki program nie jest bowiem żadną szansą.

Dlaczego? Pomijam fakt, że w żadnej ze znanych mi parafii nie napotkałem przejawów jego realizacji. Chodzi raczej o jego założenia i sposoby realizacji. Z omówienia tego programu wynika, że jego celem jest pogłębianie ducha współpracy między duchowieństwem, osobami życia konsekrowanego i wiernymi świeckimi, a także zwiększenie obecności świeckich w duszpasterstwach parafialnych i ich zaangażowania w te duszpasterstwa. Wiąże się to z rozwojem działalności rad duszpasterskich i rad ekonomicznych w parafiach oraz rad kapłańskich i rad duszpasterskich w diecezjach, a także tworzeniem rad społecznych przy biskupach diecezjalnych. Istotnym celem programu jest też formacja animatorów świeckich.

To bardzo słuszne cele i dobrze by się stało, gdyby udało się je osiągnąć. Wierni powinni być zaangażowani w życie Kościoła, by nie było wrażenia, że Kościół to duchowieństwo. Tylko że to program dla parafii, w których kwitnie życie religijne, przynajmniej 70-80% mieszkańców odwiedza kościół. Ale czy może on się sprawdzić tam, gdzie na niedzielną Mszę Święta chodzi 20% parafian? Nie sądzę, by te 80% niechodzących przyciągnęła do Kościoła możliwość zaangażowania się w radzie ekonomicznej parafii czy duszpasterstwie parafialnym. Mamy tu więc do czynienia z klasycznym problemem mówienia o konieczności chodzenia do kościoła do tych, którzy do niego przyszli.

W XXI wieku i erze internetu tradycyjne programy duszpasterskie realizowane za pomocą listów episkopatu odczytywanych w kościołach powinny zostać wzmocnione, jeśli nie w ogóle zastąpione, nowymi metodami. Sądzę, że dobrym przykładem stosowania takich metod jest działalność ks. Jacka Stryczka, prezesa Stowarzyszenia ”Wiosna”. O nowym programie duszpasterskim mało kto słyszał, nawet spośród tych, którzy co niedziela są w kościele, ale o konfesjonale wystawionym przed  Galerią Krakowską w okresie świąt Bożego Narodzenia czy o ”kandydowaniu” ks. Stryczka na szefa polskiej lewicy w mediach było głośno. Na „aspiracje” polityczne szefa „Wiosny” z pewnym uznaniem patrzy nawet ateistka Magdalena Środa („Możliwość dialogu, konieczność konfliktu”?, „Znak” 2012 nr 1). Odpowiedź na pytanie, czy więcej osób przeczytało program duszpasterski, czy list motywacyjny krakowskiego księdza, wydaje się oczywista.

Może więc Kościół powinien się zdobyć na przeprowadzenie profesjonalnej kampanii społecznej? Może wspartej takimi akcjami happeningowymi jak te ks. Stryczka? Wyobrażam sobie, że zostaje ogłoszony konkurs na hasło takiej kampanii, zostaje wybrana profesjonalna firma, która go przeprowadza itd. Skoro hasło „Bo zupa była za słona” do tej pory funkcjonuje w świadomości wielu osób, ba, stało się pewnego rodzaju frazeologizmem, być może podobny los mógłby spotkać hasło kampanii kościelnej.

Na czym jednak miałaby polegać ta kampania i co miałoby być jej celem? Bo przecież nie o kampanię dla kampanii chodzi. Rzecz w tym, żeby przełamać swego rodzaju obojętność religijną Polaków. Trafnie pisał o niej Zbigniew Mikołejko (Bóg z instrukcją obsługi ”Użyj i wyrzuć”):

„My ponadto nie debatujemy, nie targamy się ze sobą w sprawach nieba, piekła, Boga, diabła, nie odważamy się na refleksję metafizyczną – to sprawa kapłanów i „uczonych w Piśmie”. Nie ma mowy o zmierzeniu się z fundamentalnym złem, absolutną bezbożnością. I autentycznej tradycji ateistycznej, tylko – na ogół – tani antyklerykalizm i powtarzanie kilku mantr za Dawkinsem. Nie ma mowy, by stanąć poza zwyczajową moralnością – po to, by znaleźć Boga albo go dramatycznie utracić. Polak boi się takich doznań”. I dalej: „Ale przeciętny Polak nie chce o tym myśleć, bo to mogłoby narazić go na niepokój duchowy. A Polacy lubią spokój”.

Chodziłoby więc o rozruszanie intelektualne Polaków w sprawach wiary. O skłonienie ich do postawienia sobie fundamentalnych pytań: Czy wierzę? Dlaczego wierzę? Co z tej wiary wynika? A przede wszystkim, kim dla mnie jest Bóg?

Jeśli były więc jakieś niewykorzystane przez Kościół szanse w ubiegłym roku, to był to przede wszystkim sposób działania ks. Jacka Stryczka. Magdalena Środa napisała: „Ale przecież ks. Stryczek nie zostanie przewodniczącym SLD, a bp Michalik zapewne już przygotował odpowiednie potępienie dla jego działań”. Nie chciałbym, żeby spełniła się również druga część tej przepowiedni, nawet jeśli to potępienie miałoby się sprowadzać do niezauważenia „sukcesów” duszpasterskich i społecznych szefa „Wiosny” i ich niewykorzystania.

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 5.0/5 (1 vote cast)
 

Brak tagów

Older posts >>

Szablon: devolux.nh2.me tłumaczenie: WordpressPL